graphic top
Tu jesteś: DREZYNY ŁAPINO » Archeologia drezynowa » 31 marca 2001 - Żarnowiec
31 marca 2001 roku odbyliśmy najlepszą i najciekawszą imprezę drezynami.
Usłyszałem ten tekst kilka dni temu, od osoby, która na tej imprezie nie była, ale bardzo zazdrości. Skoro dzisiaj mija 10 lat od tego wydarzenia. Małe wspomnienie.


"karwa nie ma słynniejszej foty z historii tego Klubu":


Relacja napisana w 2001 roku przez Piotrka Peszka "Pecha", a uzupełniona przez Krzysztofa Różańskiego "KMRa". Zdjęcia Karol Kozimor "sziwan"

Już przed ósmą w sobotę przyjechaliśmy razem z KMRem do Wejherowa. Pokręciliśmy się trochę tu i tam i udaliśmy się na nastawnię do dyżurnej, zasięgnąć informacji na temat pociągu zdawczego, który miał akurat przyjechać z Gdyni. Niestety pani nie wiedziała, dokąd on dalej pojedzie [Luzino, Kostkowo, czy Cementownia], ale radziła się zapytać w kasie towarowej.

No wiec poszliśmy tam. Dwie baby [nie panie!] nie chciały powiedzieć, poprosiły o dokumenty - kto my są... Najlepszy tekst jednej z nich mnie totalnie rozbił: 'Politechnika Gdańska - ale przecież to nie ma nic wspólnego z koleją'. Potem coś druga zaczęła sapać na temat fotografowania tego pociągu, że 'może tak każdy zechciałby się na tle konta [lepiej - ona mówiła o przelewie - przyp. KMR] w banku pofotografować'. Dosyć! - stwierdziliśmy - z chamstwem i betoniarstwem nie gadamy.

Poczekaliśmy na zdawkę - mechanik powiedział, że jedzie do Luzina, a potem być może do Cementowni. Jeszcze raz odwiedziliśmy panią dyżurną, tym razem informując ją, po co dokładnie przyszliśmy, ona zaś odparła mniej więcej, ze nas tu w ogóle nie widziała...

O 10.05 przyjechała SKMka banda z KMK D2, wszyscy razem udaliśmy się pod pomnik czołgu, gdzie już oczekiwał Plaser wraz z kierowcą, samochodem i dwiema drezynami na przyczepce. Na raty całe towarzystwo zostało przewiezione do p.o. Wejherowo Cementownia, a drezyny w międzyczasie zostały wstawione na tory. Na jednej z nich [która prowadziła] jechał Plaser ze mną + jeszcze 3 osoby [Marcin Michalak, Karol Kozimor, Tadeusz Andrzej Kadłubowski - przyp. KMR], na drugiej zaś pozostałe 6 osób, łącznie z KMRem [Michalina Patrzałek, Paweł Duńczewski, Bartosz Dziura, Maciek Pasternacki, Mateusz Kapica, Tomasz Bieluszewski - przyp. KMR].

Z Cementowni odjechaliśmy o 11.05. Szlak do Rybna jest w bardzo dobrym stanie - praktycznie niezachwaszczony, podsypka bez wychlapów, podkłady drewniane, miejscami żelbet. Dziwne, że szlakowa wynosi tylko 15 km/h [którą to, mimo wszystko kilka razy spokojnie udało się przekroczyć]. Bez zatrzymań, o 11.50 byliśmy już w Rybnie. Drugi tor rozebrany, nastawnia przerobiona na dom mieszkalny. Linia do Żarnowca jest - rozjazdy kompletne, ale na zamki. Po odpoczynku, aprowizacji itp. wstawiliśmy drezyny na odpowiedni tor i pojechaliśmy do Żarnowca o 12.15.

Tutaj stan torów się znacznie pogorszył. Zachwaszczenie wzrosło, pojawiło się sporo małych sosen miedzy tokami. Po jakiejś godzinie dojechaliśmy na miejsce - widok niesamowity. Ogromne przestrzenie po niedoszłej budowie EJ Żarnowiec. Pełno zniszczonych budynków. Niektóre zaadaptowane na jakieś zakłady w ramach Strefy Ekonomicznej. Stacja Elektrownia Jądrowa Żarnowiec składa się z 1 peronu wyspowego wysokiego, 3 torów. Na peron prowadza schody z kładki, które są 2 razy szersze od przeciętnych schodów peronowych na przystankach SKMki.

Dalsza część stacji składa się z pokaźnej grupy towarowej, od której odchodzi mnóstwo różnych bocznic. Przez blisko 2godziny kluczyliśmy drezynami po nich, niektórzy nawet zdążyli się zgubić [mowa o całym jednym pojeździe!!!] Napotkany ochroniarz stwierdził, ze wywalono w błoto na te niedoszłe inwestycje związane z elektrownia 78 mld PLN. Ładnie... Po regeneracji sił na peronie [i odnalezieniu się ekipy KMRa] pojechaliśmy w drogę powrotną. Zajrzeliśmy tez do jedynej nastawni dysponującej EJZ, gdzie stoi całkiem ładny i niezaniedbany pulpit kostkowy.

Jakoś tak mizernie zaczęliśmy jechać dalej... Wtedy drezyna KMRa wjechała nam w d... I stało się nieszczęście - odpadł jeden z dwóch korbowodów na skutek zmęczenia materiału.

Szczęśliwie ten pozostały wystarczył do dalszej jazdy. Po drodze wjechaliśmy też na bocznicę szlakową do elektrowni szczytowo-pompowej. Bocznica ta, tuż przed samą bramą biegnie środkiem drogi, gdzie stal znak 'Parking dla interesantów' Oczywiście nie obeszło się bez pamiątkowej fotki w tym miejscu.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Rybnie, Zamostnem [na piwo], Górze Pomorskiej [na piwo], no i już dosyć późno, aczkolwiek dzienną jeszcze pora, zameldowaliśmy się na Cementowni. W drodze powrotnej ja na szczęście mogłem odpocząć, toteż dawałem Rp1 trąbką przed przejazdami i na pozdrowienie mijających nas samochodów czy pieszych...

Po załadowaniu drezyn pojechaliśmy do Krokowej, zestawiliśmy je i przykuliśmy do płotu na imprezę, która odbyć się miała następnego dnia. Mogłem również podziwiać ciekawej konstrukcji drezynę rowerową hrabiego von Krokow...

W Gdyni zostałem 'wyrzucony' z samochodu gdzieś o 20.30. Mimo przejechanych 50 km [Plaser mówi, ze to jak dotąd rekord dzienny jego drezyn], osobistego kiwania przez blisko 30 km, w dniu pisania relacji (dzień później) nie mam symptomów choroby sierocej, jednak siedzenie i ręce trochę bolą...

Zbliżamy się do Żarnowca:

Czymanowo, "Parking dla interesantów":

Żarnowiec w 2007 roku...



Był to jedyny nasz przejazd do Żarnowca. Jeszcze podczas PTTKowskiego rajdu Kluka w 2002 roku, chcieliśmy tam wjechać, ale ekipa była wykończona deszczem i nie starczyło już sił na przedzieranie się przez krzaki. A później... zanim się zebraliśmy, tory zostały rozebrane. Zostały nam tylko wspomnienia i kilka zdjęć.

Żarnowiecka ekipo! Zapraszam do Kolbud, zrobimy małą powtórkę drezynową :)
A dzisiaj (2 IV 2011) dostałem taką oto rozpiskę. Komputery, były już wtedy ogólnodostępne, ale jak widać KMR to indywidualista.
Odezwał się również sam autor rozpiski:
Ja pamiętam, ja byłem organizatorem! To była pierwsza organizowana przeze mnie wyprawa i miałem wielki stres i wielką ulgo-szczęście, że się udało bo bałem się, że pojedzie pociąg i dyżurna nas nie puści, i zostanę bez wyprawy, z wkurzoną ekipą, i z 300 zł do tyłu :D
Aha, i pozwól że wyjaśnię indywidualizm: nie miałem skanera, a chciałem umieścić mapę trasy. Więc przerysowałem (używając papieru śniadaniowego jako kalki technicznej ubogich) z mapy topograficznej 1:100 000 a następnie dopisałem treść i pokserowałem :D


PS: Dzięki Maciek za rozpiskę!